Nieee


Klub: Raheny United
Pozycja: Napastnik
Pomógł: 3 razy Wiek: 16 Posty: 96 Skąd: Dublin
|
Wysłany: 2012-01-13, 18:25 Moje wypracowanie na j.Polski
|
|
|
Rozwiń biblijną opowieść o próbie Abrahama. Opisz uczucia Abrahama i Izaaka.
-Abrahamie! Abrahamie wstawaj!
Abraham nieugięty leży dalej na parkingu jak by był w letargu. Dopiero po silnym kopie w genitalia ruszył swoją zapijaczoną "dupę" i z bólem na twarzy ryknął na Izaaka.
-Co robisz (cenzura)!
-Wstawaj szefuncio Cię wzywa.
-Czego chce ten...
Abraham ugryzł się w język, bo po ostatnim incydencie jak podpier... tzn. ukradł Bezimiennemu kratę taniej berberuchy, szefuncio stał się bardziej czujny i uważny i nakazał zainstalowanie wszędzie kamer jak i podsłuchów. (Uwieżcie pół dnia o suchym gardle to nie lada wyzwanie) Izaak z pomocą jakiejś szesnastki leżącej obok Abrahama zdołał podnieść ojca, któremu nawet podczas stania grawitacja sprawiała ogromne problemy. Izzaak zauważył u ojca zaschniętą krew pod nosem.
-Znów fukałeś? Matka wie, że ćpiesz?
Abraham jak długi runął na ziemię uderzająć głową w lusterko stojącego obok samochodu. Co zresztą później znalazło się to na Youtube. Izzaak znów musiał się męczyć z podnoszeniem ojczyma (gdyż Abraham nie był biologicznym ojcem Izzaaka) Po czterdziestu minutach męczarni Izzaaka pijak znów stanął na nogach, chociaż stanął to duże słowo. Izzaak znów zaczął biadolić jak baba.
-Co masz pod kichawą? Pytam się!
Z ust Abrachama wydobył się bełkot
-To nie moje.
-A czyje jak nie twoje?
Wrzasnął zbulwersowany Izzaak. Abraham kikutem tzn. palcem, który był a raczej go nie było, bo kiedyś po pijaku założył się z kumplami, że obetnie sobie palec za pojarę. (Tak zazwyczaj jest po denaturacie) wskazał na wystraszoną galeriankę tzn. dziewczynę. (To że jest galerianką dowiemy się w drugiej części, części trzeciej.)
-Jak to jej krew pod twoim nosem? I ta na spodniach to z pewnością też jej tak?
Krzyknął ze zdziwieniem młody. Abraham ze spokojem pijackim bełkotem odpowiedział
-Kiedyś zrozumiesz synu, kiedyś zrozumiesz...
I zaczął się śmiać pod nosem, mało co nie topiąć się przy tym we własnych gilach. Izaak jeszcze chwilę zastanawiał się co miał na myśli ojciec, po czym dodał, bo nie miał głowy filozofa i szybko zapominał o czym wcześniej myślał (prawdopodobnie to przez dopalacze)
-Szef czeka już na Ciebie od półtorej godziny.
Powiedział słowo "Ciebie" z dużej litery, gdyż maił wielki szacunek do ojca. (yyy...)
-Dobra, dobra już idę, a ty młody nie bądź guma i nie pękaj.
Po czym spojrzał na młodą dziewczynę, która tylko kiwnęła głową.
-(cenzura)
Krzyknął Abraham i slalomem powędrował w stronę meliny, w której miał zwyczaj przesiadywać Bezimienny. Abracham myślał, że to jego najgorszy dzień w życiu, gorszy nawet od tego, w któym wjechał w grupę przedszkolaków, które razem z panią przedszkolanką czekały na przystanku na PKS, którym mały zawieźć je do szpitala gdzie miały spotkać się z chorymi mamusiami które, Abraham potrącił w zeszłym tygodniu jak czekały... a zresztą nieważne. Ale to jeszcze nie był koniec złych wiadomości dla Abrahama. Już pod samą meliną dostał wpier... tzn. został pobity przez bramkarza, ponieważ zapomniał członkowskiej karty. Potem przewrócił się na schodach prosto na rozbite szkło i jak by tego było mało ręce pocięte do samych kości dołożył do spoconego czoła, na wskutek dzisiejszych wrażeń jakie doznał. Pomijając to, że klnął siarczyście to nie dało się zauważyć potencialnego bólu czy strachu na jego zmęcznej życiowymi doświadczeniami twarzy. (Jest to pewnie zasługa miesięcy spędzonych w kasynach w Las Vegas przy pokerze) Gdy już dotarł na miejsce, które nigdy nie kojarzyło mu się zbyt dobrze, pewnie z powodu licznych bójek, które tu przeżył i ścian brudnych od krwi. (W większości jego) Bezimienny za dwugodzinne spóźnienie kazał uciąć mu kciuki, co było największą karą dla Abrahama, ponieważ bez kciuków nie mógł niczego chwytać... Po zatamowaniu krwotoku tego zewnętrznego oraz wewnętrznego, którego dostał na wskutek wpierd... tzn. pobicia przez bramkarza bezimienny przeszedł do rzeczy.
-Wezwałem Cię tu nie bez powodu.
-Ale to nie moje dziecko! Nie znam, żadnej Marii!
Krzyknął wystraszony Abraham.
-Nie przerywaj mi (cenzura)... Co jakie dziecko? O czym ty mówisz? Zresztą nie ważne porozmawiamy o tym później.
-Ufff... Po chu... się odzywałem
Westchnął pod nosem wkurw... tzn. zdenerwowany na wskutek zaistniałej sytuacji Abraham.
-Mam dla Ciebie zadanie.
Oznajmił Bezimienny.
-Izzaak widział za dużo, musisz pokazać mu jak pływają rybki. Masz tu worek cementu i zrób mu betonowe wodery, żeby się przypadkiem nie zamoczył hahaha...
Parsknął śmiechem Bezimienny. Abraham chociaż nie był biologicznym ojcem Izzaaka czuł do niego jakiś sentyment, ale nie będziemy w to wnikać. Abraham wziął w zakrwawione ręce worek i pomaszerował w stronę parkingu na, którym ostatni raz widział się z synem. Spotkał tam Izzaaka, ale nie samego... Izaak "obściskiwał" wcześniej wspomnianą dziewczynę. Abraham nie mając żalu do syna, ale też nie maił czasu czekać, ponieważ Bezimienny kazał mu wykonać zadanie jeszcze dzisiaj, bez namysłu wziął wcześniej urwane lusterko, które dziwnym trafem znalazło się w zasięgu jego rąk i jebn... tzn. uderzył Izaaka w głowę. Izaak dochodził do siebie jeszcze przez piętnaście minut, poczym Abraham powiedział do syna.
-Ruszaj dupę idziemy (cenzura)!
-Ale gdzie?
Zapytał zdziwiony chłopak. Abraham nie odpowiedział już na jego pytanie, a że Izaak miał słabą głowę w oczekiwaniu na odpowiedź, zapomniał, że wogólę o coś pytał. W połowie drogi przechodzili obok kościoła, w którym trwała budowa wieży z dzwonem. Abraham wpadł na świetny pomysł, że jak jest budowa to są i taczki. Więc sam poszedł zajumać jakąś takczkę, a do Izaaka powiedział.
-Ja idę szukać taczki, a ty idź na zachrystię i przynieś dwie butelki mszalnego.
Abraham zdał sobie sprawę, że nie będzie w stanie zrobić tego na trzeźwo. Po dojściu na miejsce Abraham zaczął rozrabiać cement, a do syna powiedział.
-Chcesz się nauczuć pływać? To idź najpierw i się oswój z wodą, żebyś nie dostał skurczu na wskutek szoku termicznego. (Jaki troskliwy ojciec z tego Abrahama) Izzaak bez namysłu pobiegł zadowolony do wody. Gdy Abraham skończył rozrabiać cement Izzaak jak by wiedział, że musi już wracać przybiegł i powiedział.
-Zimno mi.
Abraham nie zastanawiając się długo, doszedł do wniosku, że nie będzie juz lepszej okazji aby Izaak wszedł nogami do cementu i powiedział.
-To wejdź do taczki będzie Ci cieplej.
Izzaak, że był głupi i tępy że ja pierd... Wszedł do taczki jak kazał mu ojciec. Gdy cement stwardniał Abraham zadzwonił do Bezimiennego, gdyż tak mu kazał, jednak beż powodzenia, ponieważ Bezimienny cały dzień napier... tzn. grał w Snejka i bateria w starej nokii nie wytrzymała i zdechła. Abraham nie próbował już więcej dzwonić, i uznał, że im szybciej to zrobi tym lepiej. Chwycił za taczkę i rozpędził się z nią na sam koniec molo, po czym wepchną debila tzn. Izzaaka, który myślał, że ojciec bawi się z nim w NASCAR prosto do wody. Pewnie Izaak na sam koniec myślał, że jest pociągiem i że się wykoleił, ale to już nie ma już najmniejszego znaczenia.
To miała być tylko próba wierności Abrahama do Bezimiennego, ale przez starą nokię i nałogowego gracza Snejka, idiota tzn. Izaak stracił życie. Abraham nigdy już nie doszedł do siebie po tym wydarzeniu, a galerianka urodziła Abrahamowi pięcioraczki bez nóg, które wyglądały jak małe syrenki i codziennie przypominały Abrahamowi o utracie ukochanego... syna.
KONIEC!
Jest to prawdziwe wypracowanie zrobione w 100% przezemnie na jutro.
Jestem w 1LO.
Jeśli kogoś uraziłem przepraszam.
WYPRACOWANIE NIE JEST JESZCZE SKOŃCZONE!
Oceniajcie |
|