|
Nasza historia |
| Autor |
Wiadomość |
BossMan


Pomógł: 23 razy Posty: 553
|
Wysłany: 2010-08-29, 00:14 Nasza historia
|
|
|
Jesli ktos ma w sobie czastke Kochanowskiego czy jakiegos innego pisarza
to serdecznie zapraszam
Tutaj proponuje abysmy pisali nasze poczatki z pilka.
Jak poznaliscie ten sport i co wy sami zrobiliscie w tym kierunku.
Zainspirowany jestem forum o bramkarzach i jedna wypowiedzia forumowicza
Chodzi mi o cos takiego:
Ja siedziałem w zimie przed telewizorem, miałem może ze 6-7 lat kiedy tata wyciągnął mnie na targ i zapytał czy nie chciałbym koszulki piłkarskiej ? Oczywiście - odpowiedziałem, że tak praktycznie nie zdając sobie sprawy o czym mówimy, kupił mi koszulkę w biało-czarne pasy, była to koszulka z numerem 21 z nazwiskiem Zidane’a na plecach. Kiedy ją pierwszy raz włożyłem, od razu zacząłem pytać ojca kto to jest. Mój tata od kiedy pamiętam - zawsze udawał się na boisko czy też na hale by pograć z kolegami z pracy, podziwiam go bo idzie mu bardzo dobrze, mimo iż on mówi że jest w zaawansowanym wieku. Ale do rzeczy - kiedy w 1998 roku oglądałem końcówkę finału MŚ pomiędzy Brazylią a Francją ojciec pokazał mi który to jest Zidane ( strzelił wówczas 2 gole ) - kręciło mnie to i chciałem być napastnikiem, bo podobały mi się zwody i zdobywanie bramek. Raz udałem się na hale z moim tatą, ale niestety nie pograłem bo przyszło dużo osób, ale ja próbowałem do skutku od tej pory zawsze z nim chodziłem na hale, w końcu się udało, ale nie było chętnych by stanąć na bramce i ja musiałem bronić, no i jak to bywa z takimi "dziećmi" podczas jednego strzału złamałem rękę. Niestety od tej pory skończyła się gra z tatą. W 2000 roku podczas finału ME Francja - Włochy zapytałem kto to jest ten łysy w rękawicach. Był to F. Barthezz , oczywiście od razu poprosiłem rodziców by kupili mi jego koszulkę, no i udało się była to czarna bluza z numerem 1 i nazwiskiem Barthezz. Potem dostałem na urodziny trochę pieniędzy od babci i postanowiłem iść do sklepu sportowego i kupić sobie rękawice, niestety wtedy nie zdawałem sobie sprawy z tego jakie powinny być, wyglądały strasznie, mam je do dziś - takie jak robocze, tylko że z gumką na wierzchu. Od tej pory zaczęła się moja przygoda z brakarstwem. Cały czas z kolegami grywaliśmy na placu zabaw przed blokiem, na naszym Wembley - gramy do dziś ! Raz gorzej raz lepiej na boisku o długości 20 metrów graliśmy 5v5 zawsze broniłem. Niestety kiedy dowiedziałem się o klubie w moim mieście i mimo wielu próśb do rodziców by mnie tam zapisali - nie uczynili tego, tłumacząc się że jestem za mały i że nie ma takiego rocznika - a ja wiedziałem że jest bo rówieśnicy śmiali się że tylko ja nie chodzę. Potem ulegli i zapisali mnie w 2003 roku, a raczej wyrazili zgodę bym się zapisał i ówczesny trener, zresztą który jest z nami do dziś powiedział z miejsca "widzę że mamy bramkarza". Niestety było nas na początku ponad 40 osób, a bramkarzy było 6. Od początku była rywalizacja, ale nie umiałem sie nawet rzucać, potem kiedy nabrałem już nawyków, stało się to emocjonujące, bowiem młodszy kolega który był pierwszym keeperem - złamał rękę i ja musiałem go zastąpić w meczu ligowym, a nawet nie byłem przygotowany psychicznie do tego, mimo iż wpuściłem bodajże aż 6 goli, to zapamiętam ten mecz dobrze, bo obroniłem karnego , to jednak była liga dla dzieci. Kiedy trafiłem do trampkarzy zapisał się kolejny bramkarz, z którym rywalizuję do dziś - świetny keeper, ale nie zyskuje w oczach trenera i mnie on wystawia do 11stki. Potem miałem małą przerwę przez chorobę i ponad 2 miesiące miałem odpoczynku bo leżałem w szpitalu, jednak zaraz po powrocie - trener zapytał czy jestem w stanie grać? odpowiedziałem że tak i to był mój błąd, bo coach delegował mnie do pierwszego składu na najbliższy mecz, a ja nie byłem tak silny fizycznie po 2 miesięcznym leżeniu w szpitalu by grać na pełnych obrotach i po 20 minutach musiałem zejść, bo praktycznie mdlałem. Moja przygoda z brakarstwem trwa do dziś ! i mam nadzieje że będzie trwała jeszcze przez dłuuuuuuugi czas, bo kocham grę na tej pozycji. W przyszłym sezonie wchodzimy do juniorów młodszych i liczę na pierwszą pozycję w bramce. Będzie więcej zespołów, a więc więcej pracy na treningach i na meczach, trzeba wierzyć w siebie i bronić jak najlepiej, a nie jak najładniej.
Zrodlo: goalkeeper.pl
autor: ŻuluS
Moze byc ciekawie! Zapraszam. |
_________________
 |
|
|
|
 |
FREDRO


Klub: Forza Wrocław
Pozycja: Pomocnik
Pomógł: 78 razy Posty: 1132 Skąd: Wrocław
|
Wysłany: 2010-08-29, 00:47
|
|
|
Heh super temat ! :mrgreen: Więc teraz ja.
Od dziecka nie cierpiałem piłki nożnej. Koledzy grali, grali, a ja tylko pytałem jak można lubić sport , w którym 22 facetów biega za jedną piłką. Poszedłem do 4 klasy podstawówki. Zaczęły się "powazne" W-f'y gdzie często graliśmy w nogę. Wszyscy koledzy (prócz jednego|) byli zachwyceni. Ja nie za bardzo. Wiec gdy inni zachwycali się grą ja spacerowałem sobie w okół boiska.Pewnego razu poszedłem z Tym kolegą co nie lubił piłki i z jeszce jednym. Postanowił nas uszyć. Kopaliśmy taką gumową piłką o ściane i jakoś w tym czasie leciał mundial 2006 , trafiłem na kilka meczy i jakos zacząłem tolerować ten sport. Na najbliższym W-f'ie postanowiłem zagrać. Pierwszy kontakt z piłką na meczu na boisku. (wcześniej najwyżej na przedszkolu). Dostałem gałę kilka razy podałem i ruszyłem z nią w sprint po prawej flance. A że byłem dość szybki wyprzedziłem kolegów z przeciwnego teamu i po indywidualnej akcji zdobyłem przepiękną bramkę. Strzał w oknienko!( moze i więcej szczęscie ale zamiar był )Cieszyłem się jak głupi.Jeszcze lepszy był wzrok i cieszynki niekrórych kolegów . Ci z mojej drużyny zaczeli mnie ściskać itd , byłem w 7 niebie.A że to był juz koniec czerwca , więc wakacje.Dużo trenowałem na przedszkolu pod blokiem z tym kolegą co nie lubił grać.Dobrze mi szło , jemu nie za bardzo. Zaczęło się kompletowanie sprzętu. getry , stroje z bazaru , piłki , butki. Gdy w piątej klasie wróciłem do szkoły i kumple zobaczyli ile się nauczyłem w 2 miesące byli w szoku. Po kilku dniach wzięli mnie do drużyny na sparing z inną 5 klasa. Dobrze mi szło , potem juz by,łem w podstawowym składzie. Jezdziłem na zawody (niestety na zawodach jako obrońca ale i tak strzelałem gole) , pokochałem to. Chciałem pójść do klubu jednak słabo się uczyłem i rodzice nie chcieli mnie zapisac. Potem w podobny sposób minęła 5 klasa. w 6 byłem juz jednym z najlepszych gracczy w szkole. Cięgle się rozwijałem. Teraz jestem w 2 gim ( po wakacjach w 3 ) i Wciąż gram w piłkę jako prawy pomocnik bądz atakujący. (Błyszczę na powórku. Teraz oczywiście na normalnym boisku) I od tygodnia gram w klubie , również nie nażekam na poziom jaki udaje mi się tam prezentować ( choć zawsze chcę więcej i lepiej grać) mam nadzieję , że moja przygoda z piłką zakończy się w późnym wieku i z dorobkiem kilkudziesięciu milionów euro (hehe) . |
_________________ Kiedyś był tylko formą aktywnego spędzania czasu wolnego. Z czasem stawał się metodą rywalizacji, zyskiwał rzesze sympatyków, miłośników, w końcu fanatyków. Nazwać go tylko "sportem" to niczym zataić połowę prawdy. Jest czymś więcej: Pasją.
 |
|
|
|
 |
Ioczek


Wiek: 17 Posty: 2
|
Wysłany: 2010-08-29, 01:47
|
|
|
To teraz moja kolej :lol: .
Nie pamiętam dokładnie jak rozpoczęła się Moja historia z piłką nożną, ale było to w około 7 roku życia. Wiem tylko, że od dziecka grałem w piłkę i lubiłem to. Zawsze wychodziłem rano z kolegą i kopaliśmy. Zdarzało się jednak, że przychodzili starsi i wtedy byłem stawiany na bramkę. Tak samo było w meczach z tym, że zostawałem wybierany jako ostatni. Po kilku latach zauważyłem ogromne postępy w mojej grze na bramce, między innymi nauczyłem się rzucać, oraz bronić mocne strzały. Miałem też talent do wybijania rywalowi piłki z pod nóg. Polubiłem tą pozycję. Nie byłem już wybierany jako ostatni, oraz miałem wiele ładnych interwencji. W końcu poszedłem do 4 klasy, a tam rozpoczął się „normalny” w-f. Grałem oczywiście na bramce gdzie byłem najlepszy. Dzięki mnie wygrywaliśmy wiele sparingów, ale nienawidziłem gdy puszczałem bramki. Wtedy wszyscy na mnie krzyczeli i to mnie odrzuciło od tej pozycji. w 5 klasie przerzuciłem się na obronę i szło mi tam bardzo dobrze. Jednak po jakimś czasie znudziła mi się ta rola, więc wybrałem środek. Grałem tam jednak jak kłoda i tylko podawałem, ale nie nudziło mi się to. Często wychodziłem na podwórko z nie kolegą pograć w piłkę. Graliśmy w "kto zezuje, ten stoi" więc nie było w tej grze nic innego do roboty jak po prostu strzelać, ale podobało mi się to. Z czasem robiłem się coraz lepszy na środku. W przełomie 6 klasy podstawówki, a 1 gimnazjum nauczyłem się wiele zwodów. Poprawiłem także koordynację ruchów, szybkość i siłę strzałów. Grałem często w roli napastnika, gdzie średnio sobie radziłem. Nie miałem tego wyczucia. Niestety w 2 klasie gimnazjum zdiagnozowano u mnie martwice guzka piszczelowego u obu kolan. Zostałem zwolniony z w-f na rok, oraz nie mogłem nic robić także poza nim. Po tym czasie gdy wróciłem do piłki miałem poważne braki w kondycji i szybkości, ale postanowiłem to nadrabiać. Teraz jestem w 3 gimnazjum i gram bardzo dobrze na pozycji środkowego pomocnika. Po wakacjach zamierzam iść do klubu, aby szkolić się na niego i jestem pełen nadziei. :mrgreen: |
|
|
|
 |
Roziu1910


Klub: MSPN Radomiak 1910
Pomógł: 16 razy Wiek: 16 Posty: 642 Skąd: Radom
|
Wysłany: 2010-08-29, 07:36
|
|
|
Mój początek był taki:
W sezonie 2004/2005 moja drużyna, której kibicuję - Radomiak grała w ówczesnej II lidze. Pewnego dnia będąc na podwórku(dodam, że mieszkam niedaleko stadionu) usłyszałem stamtąd jakieś hałasy. Okazało się, że to był właśnie jeden z meczów. Stałem przed tym stadionem i stałem, aż w końcu jeden z ludzi, którzy kupowali bilety, spytał się czy i ja nie chcę wejść. Oczywiście zgodziłem się. Podczas meczu byłem zachwycony piłką oraz tym, jak się w nią gra. Po meczu następnego dnia postanowiłem sobie kupić piłkę(wtedy jeszcze taką za 20 zł) i trenować, a właściwie grać. Postanowiłem zwołać całe podwórko i zagrać mecz. Po tym meczu wraz z innymi podwórkami postanowiliśmy założyć ligę podwórkową, w której zdobyłem króla strzelców. Wtedy postanowiłem, że chcę grać jako napastnik bądź skrzydłowy. Takie granie na podwórku jeszcze trwało 3 lata, a potem poszedłem do klubu - ówczas był nabór do mojego rocznika Radomiaka. Poszedłem i postanowiłem trenować. Do tej pory gram z sukcesami i mam nadzieję, że będzie coraz lepiej. |
|
|
|
 |
|
Mati99x


Klub: Motor Przemyśl
Pomógł: 5 razy Wiek: 13 Posty: 193 Skąd: Przemyśl
|
Wysłany: 2010-08-29, 08:22
|
|
|
U mnie zaczęło się na podwórku... Miałem 4 lata
Po prostu graliśmy z kolegami od małego.
Czasami oglądałem mecze z tatą :-D , zazwyczaj reprezentacji Polski
I tak zacząłem grać. Kompletowałem strój (getry ochraniacze itp)
Moja pierwsza koszulka była z BVB Nie pamiętam z jakim nazwiskiem
Potem stworzyliśmy z kolegami drużynę na osiedlu (Ogniste Pumy);p Miałem wtedy 7 lat
Graliśmy z innymi osiedlami...
To była taka amatorska gra
Praktycznie nie miałem piłki (ponieważ jak mówiłem była to amatorska gra, kto miał piłkę, ten sam biegł i kiwał się z sześcioma . Klub rozleciał się po 3 latach, i stworzyliśmy nowy
Real Diablo (Wszyscy kochali CR, a że przechodził do Realu, a naszą ulubioną drużyną był ManU stworzyliśmy nazwę RealDiablo )
W styczniu tamtego roku zostałem bramkarzem. Na początku mi bardzo dobrze wychodziło, ale gdy zacząłem profesjonalnie trenować, zaczęło mi nie wychodzić (puszczałem straszne szmaty). Na początku Wakacji 2010 , Postanowiłem wrócić w pole.
Zostałem Bocznym pomocnikiem. Całe te wakacje trenowałem (Po 3-4 godz dziennie).
Teraz jestem w życiowej formie
Mam nadzieję że karierę zakończę jako Legenda |
| Ostatnio zmieniony przez Mati99x 2010-08-30, 10:26, w całości zmieniany 1 raz |
|
|
|
 |
mikoś7


Klub: KS Liswarta Popów
Pozycja: Pomocnik
Pomógł: 17 razy Wiek: 14 Posty: 295
|
Wysłany: 2010-08-29, 10:42
|
|
|
To teraz ja :-)
Więc zaczęło się tak,jak miałem może 4 czy 5 lat koledzy(dużo starsi o 7 lat)zaprosili mnie na boisko więc grałem(słabo mi na początku szło)tak po 2-3 godziny dziennie i tak mi się spodobała że gram w nią do dziś a tym bardziej że moi koledzy grają w klubach to się mogłem czegoś więcej nauczyć.Bardzo podoba mi się ten sport 8-) |
|
|
|
 |
Milan65


Pomógł: 1 raz Wiek: 16 Posty: 100 Skąd: Bartoszyce
|
Wysłany: 2010-08-29, 10:55
|
|
|
| Zacząłem grać jak miałem 6-7 lat,wychodziłem na boisko betonowe kopać z kumplami,potem kiedy miałem z 12 lat grałem miałem drużynę podwórkową z którą zdobyłem I miejsce,zawsze stawiali mnie na obronie i spodobało mi się grać na obronie i tak zostało.W najbliższej przyszłości planuję zapisać się do klubu. |
_________________
 |
|
|
|
 |
Kartofello


Klub: K.S. Gwiazda Bydgoszcz
Pomógł: 3 razy Wiek: 12 Posty: 198 Skąd: Bydgoszcz
|
Wysłany: 2010-08-29, 14:45
|
|
|
Moja kolej :-D
Kiedy miałem 5 czy 6 lat zacząłem oglądać mecze z moim tatą.Interesowało mnie to.Mój tata pewnie to zauważył, dlatego zabrał mnie na boisko.Na początku kazał mi odbijać główką, strzelać z pierwszej piłki, przyjmować piłkę, podawać itp. Po roku lub dwóch latach poszedłem do szkoły.Na wuefie wyróżniałem się pod względem grania. Zacząłem grać z kolegami starszymi o 3,2 lat.Stawałem się coraz lepszy.W 4 klasie mieliśmy mecze towarzyskie z innymi szkołami.Ja grałem na pozycji środkowego pomocnika.Zostałem kapitanem drużyny.Tak trwało przez resztę mojego życia.Szkoliłem się.Byłem( i nadal jestem ) bardzo dobry technicznie.Z kolegami założyliśmy klub GSE. Niby nic takiego ale potem zaczęliśmy grać z klubami z sąsiadujących osiedli.Na dzień dzisiejszy myślę czy nie zapisać się do klubu Zawisza Bydgoszcz lub Gwiazda...
Pozdrawiam |
|
|
|
 |
Killing232


Klub: Orzeł Wierzbica
Pomógł: 8 razy Wiek: 16 Posty: 187
|
Wysłany: 2010-08-29, 18:46
|
|
|
| A więc ja jak byłem mały zaczołem ogładać mecze, i zaczołem kopać piłke, ćwiczyłem głownie strzały, kapki, w to lato zaczołem grać w klubie, mam nadzieję że nie jest za pożno na myślenie o poważnej grze, za rok planuje iść do Radomiaka Radom, tam gdzie roziu gra. |
|
|
|
 |
Papa


Zaproszone osoby: 5
Pomógł: 61 razy Posty: 901 Skąd: Suwałki
|
Wysłany: 2010-08-29, 20:16
|
|
|
No to teraz ja :mrgreen:
Przygodę z piłką zacząłem podobnie jak reszta w wieku 6-7 lat.Mój tata i brat (4 lata starszy) ciągle oglądali mecze piłkarskie,więc i ja się do nich przyłączyłem .Powoli zaczynało mnie to kręcić.Na początku grałem z kolegami (3-4 lata starszymi) i tymi w moim wieku jakieś 2-3 razy w tygodniu.Z początku były to piłki za 15 zł :0.Z dnia na dzień szło mi coraz lepiej.Najbardziej zapamiętałem finał ligi mistrzów 2004/2005 i spróbowałem swoich sił na bramce.Szło mi naprawdę bardzo dobrze! Gdy poszedłem do 4 klasy mój wychowawca,a zarazem trener w-f prowadził treningi piłkarskie. Już wtedy kochałem piłkę nożna więc chodziłem na te treningi jako bramkarz.Zagrałem kilka lepszych turniejów i kilka gorszych.Po roku było widać znaczące efekty.Pod koniec klasy 6 zapisałem się na treningi bardziej profesjonalne.Co prawda po 1 treningu byłem wykluczony z gry na bramce na około 2 miesiąc (zszywany na palec // Nie na treningu ). I wiele właśnie zawdzięczam mojemu trenerowi/wychowawcy/nauczycielowi.Gdyby nie on to jestem ciekawy jak by wyglądała moja gra...
Zawsze powtarzał "Życie jest jedno i musisz z niego zaczerpnąć jak najwięcej".Coś w tym było,ponieważ po tych słowach byłem tak zmotywowany... Teraz obecnie czasem gram w polu,czasem na bramce na osiedlu.Na razie nie gram w klubie :-? |
_________________ "3/4 życia spędziłem na treningach, resztę zmarnowałem"
"Gdy ty nie ćwiczysz, ktoś inny trenuje aby skopać Ci dupę"
"Nie ważne jak mocno bijesz, ale jak dużo jesteś w stanie znieść...i nadal iść do przodu." |
|
|
|
 |
kallixio


Klub: Piast Czchów
Wiek: 16 Posty: 3 Skąd: Czchów
|
Wysłany: 2010-08-30, 11:59
|
|
|
No to może ja opowiem swoją historie:
Od dziecka lubiłem piłkę nożna, z kolegą potrafiliśmy spędzać całe dnie na boisku i kopać piłkę.Mieszkam koło stadionu drużyny w której aktualnie gram.zobaczyłem że trenują tam młodzi piłkarze od razu wziąłem korki i pobiegłem aby dołączyć do drużyny.później opowiedziałem kolegom i tak z treningu na trening było nas więcej aż w końcu stworzyła się drużyna trampkarzy w której grałem w sezonach 2006/2007, 2007/2008, 2008/2009, 2009/2010.Teraz gram w juniorach Piasta Czchów.Podczas ostatniej soboty zostałem kapitanem drużyny i strzeliłem bramkę dla swojej drużyny. |
|
|
|
 |
Kobiel6


Pomógł: 46 razy Wiek: 15 Posty: 994
|
Wysłany: 2010-09-22, 13:13
|
|
|
| Od dziecka lubiłem piłkę nożną. Miałem dosyć duże podwórko, że tata poprosił kolegę o zrobienie bramki. Drugą bramkę robiliśmy z krzeseł i graliśmy. Graliśmy bardzo często z bratem na tatę. Pierwsze korki kupiłem sobie w Deichmannie. Korki były jakieś nieznanej firmy, jednak długo trzymały. Chodziliśmy na boisko - Błękitnych Tarnów. Czasami ktoś był, a czasami nie i sami graliśmy. Kiedy były Mistrzostwa Świata w Niemczech oglądałem mecz Brazylia-Ghana (3:0). Bardzo mi się spodobała bramka Ronaldo, który w sytuacji "sam na sam" ładnym zwodem zmylił bramkarza Ghany i strzelił gola. Ćwiczyłem ten zwód dosyć często, bo mi się bardzo spodobał. Pewnego razu kolega przyszedł do mnie i powiedział mi, że na Tarnovii (tam gdzie obecnie gram) jest turniej. Przyszedłem i graliśmy, jednak wszystko przegraliśmy, bo byli wszyscy od nas starsi o 4,5 lat... . Chodziłem na treningi do grupy naborowej. Pamiętam, że na jednym z treningu ktoś przyniósł piłkę z meczu ćwierćfinałowego Brazylia - Francja. Każdy chciał nią kopać. Po kilku treningach w grupie naborowej trener trampkarzy młodszych chciał, żebym ja, mój brat i kolega grali u niego. No i graliśmy. W moim pierwszym sezonie - 2006/2007, grałem z 3 lata starszymi kolegami od siebie. Strzeliłem 3 gole. W sezonie 2007/2008 grałem jako w 1 rundzie jako napastnik w 2 jako lewy pomocnik. W sumie strzeliłem 5 goli. W sezonie 2008/2009 awansowaliśmy do najlepszej ligi w Małopolsce, gdzie grały (grają do tej pory) tam takie kluby jak: Wisła Kraków, Cracovia Kraków, Sandecja Nowy Sącz czy Hutnik Kraków. Zajęliśmy 7 miejsce na 12 drużyn. Cały sezon grałem na środku obrony, gdzie trafiłem 2 gole. W sezonie 2009/2010 grałem na środku obrony, lewej obronie, a czasem na pomocy. Ligę zakończyliśmy na 5 miejscu (straciliśmy 4 pkt do 3 miejsca, które miała Cracovia) do lidera Hutnika straciliśmy 7,8 pkt. Zaliczyłem też 2 mecze w trampkarzach starszych. Niestety spadliśmy ... . W tym sezonie jestem już rocznikowo trampkarzem starszym. Po 4 kolejkach wygraliśmy wszystkie mecze. Zagrałem jak do tej pory wszystkie mecze w pełnym wymiarze czasowym :-) . Jesteśmy najpoważniejszym kandydatem do wygrania ligi i wrócenia do MLT. |
|
|
|
 |
Gooner


Posty: 16
|
Wysłany: 2010-09-24, 20:43
|
|
|
No to jak każdy zacząlem grać w wieku 4-5 lat. Kolega mial brata starszego o 5 lat i wkręcił nas na mecze na podwórku. Na początku wiadomo, szału nie było, jak się miało piłkę z 4 razy przy nodze to było dobrze, a jak się bramke strzeliło to był szacun przez miesiąc. Potem już było coraz lepiej i lepiej. W podstawówce jeździłem na zawody w piłkę, byłem kapitanem drużyny szkolnej. Jak byłem w 5 klasie szkoły podstawowej to odbył się turniej na boisku gminnego klubu. Znaleźliśmy sobie trenera, był to jeden z zawodników tego klubu własnie, no i pojechaliśmy, zajeliśmy drugie miejsce i wiekszość z nas została poproszona o przyjechanie na trening
tej drużyny, bo została wtedy utworzona sekcja młodzików. Pierwszy mój sezon w tej drużynie był średni, niby grałem w podstawowej jedenastce, ale nie na tej pozycji gdzie bym chciał, bo jestem nominalnym napastnikiem, a grałem na boku obrony. Jakoś przeżyłem ten sezon z nadzieją, że jak odejdą starsi koledzy to zrobi się miejsce w ataku. Drugi sezon miałbyć moim sezonem, zostałem kapitanem, ale zostałem przestawiony na stopera. Rozegrałem sezon do końca i postanowiłem odejść do większego klubu, tam oczywiście zostałem napastnikiem, grałem w podstawowej jedenastce i w pierwszym moim meczu z moją poprzednią drużyną strzeliłem gola, pokazałem, ze trener źle mnie ocenił. Teraz po 5 meczach mam 11 bramek strzelonych i dobre oceny. Jestem zadowolny ze zmiany klubu. Oto moja historia. I tak pewnie nikt tego nie przeczyta. :lol: |
|
|
|
 |
BossMan


Pomógł: 23 razy Posty: 553
|
Wysłany: 2010-09-24, 20:58
|
|
|
Gooner - ja przeczytalem |
_________________
 |
|
|
|
 |
FREDRO


Klub: Forza Wrocław
Pozycja: Pomocnik
Pomógł: 78 razy Posty: 1132 Skąd: Wrocław
|
Wysłany: 2010-09-24, 20:59
|
|
|
ja czytałem, fajna. Ale nie każdy zaczął grać w takim wieku. Ja np zacząłem w wieku 11 lat |
_________________ Kiedyś był tylko formą aktywnego spędzania czasu wolnego. Z czasem stawał się metodą rywalizacji, zyskiwał rzesze sympatyków, miłośników, w końcu fanatyków. Nazwać go tylko "sportem" to niczym zataić połowę prawdy. Jest czymś więcej: Pasją.
 |
|
|
|
 |
Gooner


Posty: 16
|
Wysłany: 2010-09-24, 21:02
|
|
|
[quote="FREDRO"]Ale nie każdy zaczął grać w takim wieku[/quote]
Sugerowałem się poprzednikami . |
|
|
|
 |
DonVito96


Klub: Klub Sportowy Ciężkowianka Ciężkowice
Pomógł: 1 raz Wiek: 15 Posty: 60 Skąd: Siekierczyna
|
Wysłany: 2010-10-10, 21:55
|
|
|
| Urodziłem się i mieszkam w małej wsi, dawniej nie było komputera czy 100 kanałów w tv, więc trzeba było jakoś ciekawie spędzać dni była piłka. Od kiedy pamiętam zawsze dla zabawy graliśmy wieczorami w "nogę", nigdy nie myślałem żeby grać w klubie czy coś to po prostu była rozrywka. Wszystko zaczęło się gdy pojechałem na zawody w 4 klasie podstawówki mieliśmy ostatnie miejsce wtedy zaczęły się pierwsze ciche słowa z kumplami o klubie.Tak zleciały 2 lata nic nie trenowałem nawet koło domu tylko gierka ze znajomymi.Poszedłem do gim do sąsiedniej wsi i dowiedziałem się że parę osób gra w klubie wiec zacząły się prawdziwe myśli o piłce i domowe treningi przez rok który był przerywany 3 kontuzjami które łącznie trwały 3 miesiące moje umiejętności wzrosły o jakieś 300% trenowałem co dziennie po jakieś 3 h, ale nie żałuje ani trochę kocham piłkę i sprawia mi to niesamowitą radość.W czasie wakacji spotkał mnie nie zwykły pech doznałem kontuzji (zapalenie mięśnia biodra) przez miesiąc nie trenowałem (b. bolało) gdy przestało mnie to boleć poszedłem na boisko bez cięższej rozgrzewki uderzyłem piłkę i bach powróciła kontuzja z kwietnia (coś z mięśniem przy łączeniu pleców z pośladkiem miałem w kwietniu prawie 2 miechy zwolnienia z w-f przeżyłem szok, ale nie byłem u lekarza poszedłem kontuzjowany na 1 trening przeżyłem wtedy największy ból w życiu ale dotrwałem do końca i nawet walnołem brame i tak w cierpieniu przeżyłem ponad miesiąc treningów w końcu pomyślałem dość i odpuścilem chodziłem na 1 trening w tyg z tyg na tydzień było lepiej w końcu odpuściłem sobie 2 tyg treningów i 1 mecz i 1 raz od tych 2 miechów poszedłem grać na podwórku bo z tym bólem nie mogłem czułem strach i nie miałem motywacji i nie czułem bólu :-D parę dni później miałem mecz zagrałem zaje**ście i zero bólu teraz już jest normalnie czuje się świetnie trenuje codziennie w domu i jeżdżę na treningi do klubu.Chociaż mam znikome szanse na wybicie się to wierzę że dam rade dzięki ciężkiej pracy i silnej psychice gdy gram w piłkę czuje, że żyje czuje się jak ryba w wodzie czuje się wolny, teraz liczy się dla mnie tylko piłka. ;-) |
_________________
 |
|
|
|
 |
Mumin


Pomógł: 3 razy Posty: 165
|
Wysłany: 2010-10-10, 22:24
|
|
|
[quote="DonVito96"]Urodziłem się i mieszkam w małej wsi, dawniej nie było komputera czy 100 kanałów w tv, więc trzeba było jakoś ciekawie spędzać dni była piłka.[/quote]
Piszesz jakbyś miał przynajmniej 30 lat.
Moja historia jest niezbyt ciekawa, czy oryginalna, ale się pochwale.;)
Więc w piłkę grałem od dziecka, na początku grywałem "przed blokiem" ze starszymi kolegami często starszymi nawet o 10 lat.:)
Na pierwszy trening w szkółce piłkarskiej przyszedłem w 3 klasie podstawówki, właściwie całe życie marzyłem, żeby być bramkarzem. No moje szczęście lub nieszczęście trener spóźnił się na mój pierwszy trening, wiec nie przebierałem się, bo było już 4 bramkarzy, więc pograłem w polu. Może to śmieszne, ale na pierwszym treningu strzeliłem bramkę i stwierdziłem, że chce być piłkarzem...
Od tamtej pory trenowałem grę w polu. Po roku byłem już całkiem ograny, a rok później cały mój rocznik był w jednej klasie sportowej (30 chlopakow, grajacych w piłkę w jednym klubie). Trenowaliśmy codziennie, wygrywaliśmy turnieje, m.in. mistrzostwo śląska, 3 miejsce w Polsce itd... Gdy kończyłem podstawówkę dowiedziałem się o przeprowadzce, czyli zmianie klubu. Wybrałem klub grajacy w Okręgówce "A", szkolenie było bardzo dobre, wiele się nauczyłem, dobrze się ograłem, byłem m.in na turnieju międzynarodowym w Niemczech.
Trzy lata gimnazjum zleciały i kolejna wyprowadzka, tym razem do szkoły z internatem i na moje nieszczęście, nie była to szkoła sportowa.
Kolejna zmiana kluby, gra w seniorach i juniorach, treningi indywidualne itd...
W chwili obecnej czekam na operacje kolana, którą mam już w środę, a w okolicach stycznia czekają mnie testy w pewnej druzynie z Mlodej Ekstraklasy.
P.S Nazw drużyn w których grałem nie podałem celowo, bo nie widzę takiej potrzeby, sorrki. |
|
|
|
 |
|
|